walizki na kółkach Warszawa

o wszystkim

Temat: Gdzie naprawić walizkę?
Miałamci ja taką fajna dużą walizę i czort mnie podkusił dac ją rodzicom na przechowanie. No i szlag ją trafił. Kto żyw ją wykorzystywał do czego się dało, bez pytania mnie o zdanie, oczywiście.
połamało się usztywnienie tylnej ścianki. Wprawdzie nadal jest stelaż, ale kółka były do tej ścianki właśńie przymocowane i teraz dyndają sobie radośnie.
Można to gdzieś naprawić w Warszawie?
Trzeba tam wstawić po prostu nowe usztywnienie....

Może znacie jakąś złotą rączkę co by mi to zrobiła, bo zakłądów takich to chyba niema...
Źródło: maluchy.pl/forum/index.php?showtopic=31610



Temat: Historia mrożąca krew w żyłach
My też mieliśmy przygodę związaną z podróżą...

Wracamy do Warszawy, szykujemy się do wyjścia z pociągu (Dworzec Centralny). Ja z psem i walizką na kółkach, TŻ za nami. Już mamy wychodzić, a mi się torba zaklinowała! Piegus już wyskakiwał, ale smycz się skończyła... Wpadł pod pociąg! Ja przestraszona, ledwo pamiętam co robiłam... Rzuciłam torbę, wyskoczyłam z pociągu, klękłam na posadce i próbuję go wyciągnąć... Jest przestraszony, nie wie co robić. Nim TŻ zdążył zauważyć gdzie jest pies (co prawda ja krzyczałam), to jakaś babka podeszła i pomogła mi go wyciągnąć. Całe szczęście, że miał szelki.

Jak był na powierzchni wyglądał jakby nigdy nic. Otrzepał się i machał ogonem. Nawet nie pamiętam czy podziękowałam tej Pani...

Jak już wsiadamy do tramwaju czuję, że boli mnie czoło. Musiałam się uderzyć, ale nie mam pojęcia kiedy i o co (domyślam się, że o schodki, ale nie jestem pewna). Przez tydzień miałam wielkiego, fioletowo-sinego guza.

Ale ważne, że pies jest cały i zdrowy, nic mu nie jest, skończyło się na strachu! dnia Pon 0:28, 24 Lis 2008, w całości zmieniany 1 raz
Źródło: szkoleniepsow.fora.pl/a/a,1123.html


Temat: Katowicki Spodek i dworzec PKP

Z dużym zainteresowaniem przyglądam się dyskusjom nt dworca pkp katowice i dziwię się, że tyle dobrego można powiedzieć na coś tak złego. Brutalizm w wydaniu katowickiego dworca kojarzy mi się wyłącznie z brutalnymi zapachami, które witają w "kolejowej bramie" Górnego Śląska. Ludzie przyjeżdzającyna Śląsk widzą tylko brud i dziadostwo.
Mam wrażenie, że duża część ludzi patrzy na katowicki dworzec przez pryzmat stereotypów - np. dawno nie była na dworcu, ale wie, że jest tam brudno i śmierdzi... Nie chcę oczywiście powiedzieć, że jest tam cudownie
Są oczywiście obrzydliwe zakamarki, głównie w okolicach IV peronu i części dworca przy pl. Oddziałów Młodzieży Powstańczej. Zasadnicza część dworca, ta pod brutalistycznymi kielichami, nie wygląda aż tak tragicznie, jak niektórzy to widzą - podobnie jak jest na Dworcu Centralnym w Warszawie.
Więc argument, że trzeba zburzyć kielichy, po śmierdzi pod peronem IV do mnie kompletnie nie trafia.
Nawiasem mówiąc - inna firma sprząta perony i korytarze pod peronami, a inna budynki dworca!


Moim zdaniem dużo większym mankamentem dworca są bariery architektoniczne - osoba z wózkiem lub na wózku - lub po prostu z wielką walizką na kółkach ma duże trudności z poruszaniem się po dworcu ze względu na dużą ilość schodów i kompletny brak podjazdów. Jest oczywiście winda - z holu dolnego na hol kasowy, ale potem i tak trzeba zejść po schodach na tunele prowadzące na perony - i wejść na nie po schodach oczywiście.
Jednak zainstalować podjazdy lub uruchomić nieruchome "ruchome schody" można również bez brutalnego zdruzgotania brutalistycznych kielichów!!

Potencjalnemu inwestorowi jednak zależy na niskich kosztach - a modernizacja jest dużo kosztowniejsza niż postawienie byle jakiej budy - więc kolejowi decydenci wybiorą rozwiązanie, które się im bardziej opłaci...
Źródło: forum.chorzow.slask.pl/viewtopic.php?t=2241


Temat: Nowe przepisy - Zęby będziemy leczyć w domu



To będzie rewolucyjna zmiana w leczeniu zębów. W październiku wejdzie w życie znowelizowana ustawa o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Pozwoli stomatologom wykonywać zabiegi u pacjenta.

Do tej pory leczenie zębów poza gabinetem było zabronione. Nowe zapisy, zgodne z unijnymi dyrektywami, zatwierdził już rząd. Ich cel to zwiększenie dostępności usług stomatologicznych.

Wizyty domowe

Pod koniec tego roku o wizytę domową będzie mógł poprosić dentystę każdy, pod warunkiem że sam nie jest w stanie dotrzeć do gabinetu. Resort zdrowia chce, byśmy z tego przywileju korzystali w sytuacjach wyjątkowych. Skorzystają z niego dzieci w wieku szkolnym oraz mieszkańcy małych miasteczek i wsi, w których nie ma gabinetów lekarskich, a także osoby obłożnie chore, przebywające w hospicjach i ośrodkach opiekuńczych.

Do tej pory zgodnie z przepisami musiały one być przewożone na wszystkie zabiegi do przychodni, a nie zawsze było to możliwe. Tak jak w przypadku małych pacjentów Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci. Niedawno jeden z podopiecznych hospicjum miał usuwany w domu ząb. Zabiegu podjęła się, choć oznaczało to złamanie prawa, lekarka wolontariuszka, która pojechała do chłopca z pielęgniarką. Zabrały profesjonalny sprzęt, tzw. mobilny unit. "Nie było sensu narażać malca na dodatkowe cierpienie związane z transportem. Mamy przeszkolonych lekarzy i sprzęt do udzielania takiej pomocy" - zapewnia Wojciech Marciniak z hospicjum.

Cały sprzęt w walizeczce

Wszystkie narzędzia niezbędne do leczenia zębów mieszczą się w przenośnej walizeczce. Dentysta może plombować zęby i wyrywać je, oczywiście bardziej skomplikowane zabiegi, np. leczenie kanałowe wymagające prześwietlenia, możliwe są tylko w gabinecie. Za pomocą przenośnych zestawów leczeni są np. żołnierze na poligonach i misjach wojskowych.

Stomatolog z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej w Warszawie Remigiusz Budziłło pracował ze sprzętem zainstalowanym w helikopterach. "Cały sprzęt mieści się w średniej walizce. Do tego jest mały obrotowy fotel i odciągacz śliny. Wszystko sterylne i zapewnia całkowite bezpieczeństwo zabiegu" - mówi lekarz.

Potwierdza to prof. Barbara Adamowicz-Klepalska, krajowy konsultant stomatologii dziecięcej, pomysłodawczyni prawnych zmian. Ocenia, że dzięki częstszym wizytom dentystów w domach i w szkołach poprawi się stan zdrowia Polaków.

Dentobusy, czyli autobus pełen stomalogów

Z ostatnich badań epidemiologicznych wynika, że jesteśmy najgorsi w Europie pod względem profilaktyki próchnicy. Z chorobą zmaga się blisko 90 proc. 6-latków. Sytuację mogłyby polepszyć szkolne dentobusy - gabinety stomatologiczne na kółkach, którymi lekarze dojeżdżaliby do małych pacjentów. O tej inicjatywie prof. Adamowicz-Klepalskiej pisaliśmy już kilka miesięcy temu. Chce ona, by każde z województw dysponowało przynajmniej jednym dentobusem. Minister zdrowia obiecał pomoc finansową przy ich zakupie.
Źródło: cafemirenium.kylos.pl/viewtopic.php?t=4805


Temat: Wydatki na transport i łączność na Mazowszu
Wcale nie jestem taki przekonany, że Twierdza nie ma dalej aspektu wojskowego. Czy masz jakieś sprawdzone informacje, że Twierdza przestała być własnością MON?

Wracając do połączenia. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić te przesiadki w przypadku Modlina. Załóżmy, że przesiadki będą, peron do pociągu lotniskowego będzie po drugiej stronie, więc trzeba będzie zmienić peron. Załóżmy, że będa to ruchome chodniki, bo pasażer z bagażem raczej nie podoła po schodach, załóżmy dalej, że będą potrzebne jakieś windy dla niepełnosprawnych, system informacji dla podróżnych w kilku językach ...

Dajmy jakiś przykład, pasażer powiedzmy z okolic Mokotowa, dajmy na to z Wierzbna, który zdecydował się lecieć do Londynu na 6 miesięcy z lotniska w Modlinie. Kupił wcześniej walizkę na kółkach i ma jedną sztukę bagażu ręcznego i przenośny komputer. Kupuje bilet ZTM, wsiada do Metra, wysiada w Centrum i maszeruje dzielnie do Centralnego (Metro jest kawałek drogi od Centralnego). Dajmy na to jest zima i leży śnieg. Albo nie, jest lato i piękna, słoneczna pogoda. Dotarł do Centralnego i już jest spocony, kupuje bilet, bo teraz będzie podrożował Intercity, dajmy na to że nowy pociąg lotniskowy w Modlinie będzie miał umowę z Intercity i pasażer kupuje bilet do Lotniska w Modlinie. Pasażer kupił bilet i z bagażami dzielnie zjeżdża ruchomymi schodami w stronę peronów, a następnie na sam peron. Czeka na pociąg Intercity. Jest. Wsiada i odpoczywa przed następnym wyzwaniem zmiany pociągu w Modlinie. Pyta się konduktora sprawdzającego bilety, czego może się spodziewać w Modlinie, na co konduktor odpowiada, że zmodernizowano dworzec w Modlinie i są super chodniki, żeby dotrzeć do pociągu lotniskowego, więc nie będzie miał problemu. W Modlinie wysiada i system informacji o pociągu lotniskowym kieruje go na właściwy peron. Czeka chwilę i wsiada do pociągu lotniskowego. Wreszcie kończy swój dojazd do lotniska w Modlinie.

Podsumowując (wersja optymistyczna):
Wierzbno-Centralny z kupieniem biletu i oczekiwaniem na pociąg Metra - 15 minut
Dojście do Centralnego, z bagażami, powiedzmy 10 minut
Kupienie biletu na pociąg + oczekiwanie na peronie - 20 minut
Dojazd do Modlina - 40 minut
Oczekiwanie na pociąg lotniskowy - 10 minut
Jazda pociągiem lotniskowym 15 minut

Razem: 110 minut i co myśli pasażer w lato po takiej przejażdżce?
Lot do Londynu to jakies 150 minut. A jak ktoś leci dalej niż do Londynu?

A teraz w drugą stronę. Pasażer w Londynie, dajmy na to Anglik z krwi i kości, nauczyciel języka Angielskiego, który przybywa pierwszy raz do Polski, ma pracować w jednej ze szkół języka angielskiego w Warszawie, dowiedział się, że mają w Polsce połączenie kolejowe do Centrum Warszawy. Wybrał lot przez Modlin, bo był dużo tańszy, a ostatnio nie pracował, i funt słabo stoi, i że tak się wyrażę, groszem nie śmierdzi. Doleciał do Modlina, wysiada i udaje się do pociągu lotniskowego. Dodam, że szkoła znalazła mu lokum i ma on bezpośrednio z Dworca Centralnego dojechać na Ursynów, powiedzmy Natolin, mają tam teraz nowe bloki i właśnie tam szkoła zdecydowała się wynająć nauczycielowi mieszkanie. Dojechał pociągiem lotniskowym do Modlina i czeka na Inter City. Kiedy będzie następny? Powiedzmy ma szczęście i czeka tylko godzinę. W pociągu fajnie mu się rozmawia z ludźmi, bo akurat ludzie w Polsce mają dużo zrozumienia dla cudzoziemców i informują gościa, że musi z Centralnego udać się do Metra, które jest kawałek oddalone od Centralnego, ale później będzie miał tylko lepiej. Znalazł Metro, jedzie na Ursynów. Wysiada na Natolinie i powiedzmy znajduje drogę do Apartamentu, bo ma mapę Warszawy zakupiona na eBay-u.
Celowo pominąłem kwestie kupowania biletu w kasie. Czytalem gdzieś, że PKP ma problem ze znalezieniem kasjerów z językiem angielskim. Na lotnisku gość na szczęście była kasjerka, która sprzedała bilet do Centralnego i również poinformowała, że może zakupić bilet ZTM w kiosku obok, tak żeby uniknąć problemów na Dworcu Centralnym lub w Metrze. Oczywiście ktoś może zaraz zacytować test z jednego z polskich filmów, ‘niech się bambus języków uczy’, ale wydaje się to nie na miejscu zważywszy, że już jesteśmy częścią Europy i powinniśmy ułatwiać dostęp do Polski ludziom z Europy w identyczny sposób jak oni ułatwiają dostęp Polakom!!!!!

Podsumowując:
Lot z Londynu – 150 minut
Oczekiwanie na pociąg lotniskowy – 10 minut
Przejazd pociągiem lotniskowym - 15 minut
Oczekiwanie na Intercity – 60 minut
Dojazd do Warszawy – 40 minut
Dojscie do Metra - 10 minut
Przejazd Metrem - 30 minut
Razem - 165 minut

Co poprawiłoby sytuację?

Pozdrawiam serdecznie

Jacek Mocki
Źródło: wawkom.waw.pl/forum/viewtopic.php?t=5471


Temat: Nasza twórczość
PKP - Poczekaj Kiedyś Przyjedzie

EPILOG.

Dom w samym centrum miasta Łódź. Stanął przed budynkiem, rzucając torbę na chodnik. Uniósł głowę w górę, obserwując okno na ósmym piętrze. Jego mina nie wyrażała żadnych emocji. Wziął lekką, bo pustą torbę i przerzucił przez ramię. Wjechał windą na odpowiednie piętro. Ujrzał na drzwiach mieszkania tabliczkę: „Wojciech Ignaczak”. Dalej nie pokazywał po sobie na zewnątrz tego, co targa nim od środka. Zapukał dwa razy i poczekał aż w progu stanie wysoki brunet, z okularkami na nosie. Widząc obcego faceta, nie omieszkał zmierzyć go wzrokiem. Markowi zrobiło się niedobrze, co zaakcentował przez grymas na twarzy.
- A ty do kogo? – zapytał wreszcie Wojtek, patrząc w oczy Marka. Teraz jego mina przybrała bojowy wyraz.
- Ja od Basi! – powiedziawszy to, złapał go za koszulę i wepchnął w głąb mieszkania.

(…)

Z mieszkania dało się słyszeć jakieś dziwne odgłosy. Łomot, trzaski, krzyk, aż wreszcie błoga cisza. Wszystko trwało dosłownie chwilkę. Wreszcie drzwi się otworzyły, a Marek wyszedł z mieszkania obładowany ciężką torbą i walizką na kółkach. Spuścił mankiety od letniej koszulki i zamknął za sobą drzwi. Pokierował się wprost do windy, taszcząc za sobą bagaże. Zjechał ponownie na sam dół.

(…)

Szedl wlasnie do Dworca Lodz Fabryczna. Bilet zakupił już wcześniej. Czekając na pociąg usiadł na ławce i zamiarem poczytania gazety motoryzacyjnej. Wówczas rozdzwoniła się jego komórka. Macał kieszenie, nie za bardzo pamiętając w którą włożył telefon. Wreszcie znalazł i odebrał.
- No, cześć kochanie! – przywitał się z Basią ciepłym tonem, a na jego twarzy od razu zagościł uśmiech.
- Marek…no gdzie ty jesteś? Czekam na ciebie z obiadem! Wszystko ci wystygnie…- mówiła niezadowolona z jego spóźnienia. – Adam mówił, że już dawno zwolnił cię do domu! – nie była zła. Bardziej zmartwiona, że pewnie stoi gdzieś w korku.
- Będę za niecałe dwie godziny! …Nie, nic się nie stało! – nagle w tle Basia usłyszała głos obcej kobiety. Pani na dworcu właśnie zapowiadała pociąg.
- Co to za baba?! – rzuciła wściekle, ale dała mu szansę, by się wytłumaczył.
- Jaka baba? – zdziwił się.
- Nie udawaj idioty! – rzuciła rozgniewana - Słyszę głos obcej kobiety! …Zdradzasz mnie…ty też?!
- Baśka… - wybuchł śmiechem i wystawił przed siebie komórkę, udowadniając jej, ze jest na dworcu. Usłyszała:

„Pociąg pośpieszny z Łodzi do Warszawy wjedzie na tor pierwszy, przy peronie drugim…”

- Ty jesteś w Łodzi?!! – krzyknęła, ale rozłączył się naciskając czerwony przycisk.
Źródło: forumserialtv.nmj.pl/viewtopic.php?t=1118


Temat: : Podróżowanie w TLK to koszmar
A tak się jeździ z przesiadkami pociągami spółki PKP IC:
http://mojaszuflada.blox.pl/2010/05/PODROZ-ZGODNIE-Z-PLANEM.html

Nic dziwnego, że ludzie panicznie boją się przesiadek, i jeśli nie ma pociągu bezpośredniego, wolą pojechać innym środkiem transportu. Najciekawsze fragmenty:

Wjechaliśmy tam dokładnie o 23:20. Chwyciłem walizkę oraz torbę podróżną i ruszyłem biegiem na sąsiedni peron. Wsiadłem do pociągu, w którym były juz tylko miejsca stojące. Ten jednak wciąż nie odjeżdżał. Minuty mijały a on stał. W końcu okazało się, że czeka na opóźniony pociąg z Krynicy. Kiedy wreszcie tamten nadjechał i podróżni się przesiedli, ruszyliśmy. Z dwudziestominutowym opóźnieniem.

Poszedłem do konduktora zgłosić, że mam łapać w Kutnie tamten pociąg.
- Wiemy, zgłosimy dypozytorowi i jak będzie trzeba to poczeka.
Jestem człowiekiem małej wiary i jakoś ten beztroski spokój konduktora do mnie nie przemówił. Tym bardziej, że parę minut później pojawił się inny z poleceniem:
- Bileciki do kontroli.
Pokazałem swój. Pan długo się mu przyglądał i orzekł:
- To nie jest bilet na ten pociąg. Pan ma bilet internetowy wykupiony na konkretny pociąg i miejsce, a jedzie pan zupełnie innym. Musi pan wykupić bilet na to połączenie.

Ponieważ stwierdziłem stanowczo, że żadnego biletu nie kupię bo jadę do Kutna łapać swój pociąg, na który nie zdążyłem z winy PKP i jestem tu zgodnie z zaleceniem dyspozytora, pan powiedizał, żebym został w przedziale, a on pójdzie sprawdzić. Zabrał bilet i poszedł, a przed drzwiami przedziału pozostał ochroniarz (konduktor sprawdzał biltey z ochroniarzem, bynajmniej nie z SOK, lecz z prywatnej firmy ochroniarskiej). Po chwili wrócił i pozwolił mi kontynuować podróż.

Chodziło o dogonienie słynnego nocnego TLK Kraków-Kołobrzeg jadącego przez Radom, Warszawę, Kutno, Bydgoszcz i Gdynię , który robi kółko po Warszawie przez Dworzec Centralny i Gdański - za pomocą odjeżdżającego później z Centralnego TLK Terespol-Świnoujście.

Kiedy wjeżdżaliśmy na stację, konduktor pojawił się znów z informacją. Że tamten pociąg jedzie za nami. Odetchnąłem z ulgą. Okazało się, że my jesteśmy opóźnieni dwadzieścia minut, ale tamci za to pół godziny. Stałem na peronie, deszcz zacinał, ale wcale mnie to nie ruszało. Byłem szczęśliwy, że zdążę na czas do pracy i, że nie zapłacę mandatu za brak opłaty za parkowanie (samochód zostawiłem bowiem przed dworcem w Sopocie z biletem parkingowym ważnym do poniedziałku do godziny 10:00).

Otworzyłem drzwi mojego wagonu, gdy już się zatrzymał i od razu zderzyłem się z panią konduktorką.
- A pan dokąd?! To jest wagon sypialny! – krzyknęła zagradzając mi drogę.
- No właśnie. Ja mam bilet na ten wagon.
- Co? Tylko niech pan nie mówi, że na miejsce numer trzynaście.
- Zaraz sprawdzę.

Sprawdzam.

- Trzynaście – potwierdzam.
- To pan w Warszawie miał wsiadać a nie tutaj!

Tu nastapił opis w skróconej wersji moich perypetii podróżniczych, podsumowany przez panią:
- Ale ja juz mogłam dawno sprzedać pańskie miejsce.
- Ale przecież mieli poinformowac o tym, że będę wsiadać.
- Mnie nikt nie informował.
Źródło: infokolej.pl/viewtopic.php?t=10305


Powered by WordPress, © o wszystkim